Rosyjska ruletka w podkarpackiej prokuraturze?

Traktowano go jak zwierzę, a jak zmarł, postanowili się dorobić na jego śmierci? – Czy taka jest prawda o tragedii, która wstrząsnęła Lubatową małą wsią w województwie podkarpackim?

Zmiana dat zdarzenia, trzykrotna zmiana sędziego, zmiana prokuratora i wciąż w oczach wymiaru sprawiedliwości  są wiarygodne w nieskończoność zmieniające się zeznania głównego świadka – to koszmar który dotknął Piotra i Pawła Pernal oraz ich członków rodziny.

Czy w prokuraturze możliwe jest dopasowywanie dat dokonania przestępstwa do braku alibi potencjalnych sprawców?

Zdaniem prokuratora w dniu 12 maja 2018 doszło do pobicia jednego z mieszkańców Lubatowa. Po upływie 3 i pół miesiąca pracy śledczych, zebrane dowody, czyli głównie zeznania jednego świadka spokrewnionego z ofiarą, pozwoliły na postawienie zarzutu pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Podejrzani to dwaj bracia mieszkający nieopodal domu ofiary, którzy pozostawali z nim w dobrej relacji sąsiedzkiej. Mężczyźni wcześniej nie byli karani. Podczas pierwszego przesłuchania oskarżeni przedstawili mocne alibi, że w dniu dokonania przestępstwa, czyli 12 maja 2018 r. byli w podróży do Rzeszowa, co zostało potwierdzone przez śledczych.

Dlatego też prokurator Krzysztof Zdunek z Krosna, po ponownym przesłuchaniu głównego świadka, zmienił datę dokonania przestępstwa na możliwość popełnienia czynu w dniach od 8 do 10 maja 2018 r., pomimo faktu, że główny świadek twierdzi, że do zdarzenia doszło 12 maja. Siostra poszkodowanego zeznała, że w dniu 8 maja widziała brata i nie miał żadnych obrażeń, a 9 maja widział go brat i również niczego nie zauważył.

Dopiero 10 maja zobaczyła obrażenia na twarzy brata. Pomimo wielokrotnych zmian dat, prokurator nie ustalił konkretnego terminu zdarzenia. Ze względu na alibi oskarżonych prokurator wycofał się z podawanego wcześniej terminu 8 i 12 maja. W dniu 31 sierpnia, dzień po aresztowaniu braci, prokurator zmienił paragraf zarzucanego im przestępstwa na pobicie.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?

Podczas trwania śledztwa główny świadek w chwili przesłuchania, tj. 20 czerwca 2018 r. oznajmił, że
w ogóle nie może być świadkiem, ponieważ nie widział zdarzenia. Następnie w dniu 30.08.18 r., kiedy głównemu świadkowi postawiono zarzut o współudział w pobiciu, wtedy też zaczął zeznawać na niekorzyść oskarżonych. Jego zeznania zmieniały się odpowiednio względem ustaleń prokuratora.

Główny świadek zeznał również w sądzie, że został zastraszony przez bratanków ofiary, że jeśli nie wskaże oskarżonych jako sprawców, to spotka go taki sam los, co ofiarę: „Straszyli mnie, że jak nie powiem to wezmą mnie pod bar i tak samo dostanę wpierdol jak ich wujek” – Ta wypowiedź jest zamieszczona w aktach sprawy.

W poszukiwanie świadków zdarzenia zaangażował się Witold Podlaszczak Komendant Policji w Rymanowie, który wraz z oskarżycielem posiłkowym jeździł ulicami Lubatowa. Poszkodowany trafił do szpitala dopiero 15 maja. Siostra ofiary zeznała, że w dniu 10 maja jej brat był bardzo pobity i niemal w krytycznym stanie. Opiekowała się nim. Podawała mu napoje i jedzenie.

Dlaczego rodzina wcześniej nie wezwała pomocy medycznej do ciężko pobitego brata? Zeznania siostry wskazują, że w dniu 12 maja brat czuł się już dobrze, a 13 maja rano wyszedł z domu w towarzystwie kolegi i wrócił dopiero wieczór. W dniu 15 maja zawieźli ofiarę do szpitala dwaj jego bracia, a następnie około północy wszyscy wrócili do domu, pomimo zdiagnozowanej złamanej szczęki i urazu oczodołu.

Czemu bracia nie nakłonili chorego do pozostania w placówce, skoro obrażenia były tak poważne? – To lekarz zawiadomił policję o możliwości popełnienia przestępstwa. Wcześniej rodzina utrzymywała, że poszkodowany spadł z wysokości – twierdzi Siostra oskarżonych. Dlaczego poszkodowany tak szybko opuścił szpital? W szpitalu poszkodowany został przesłuchany i z tego tytułu została sporządzona notatka urzędowa, w której odnotowano, że wyczuwalna jest woń alkoholu od pacjenta.

Drugą notatkę z przesłuchania sporządzono 16 maja w domu poszkodowanego. Pobity nie wskazał sprawców. Jedynie poinformował, że było ich trzech. Oba przesłuchania odbyły się przy udziale oskarżyciela posiłkowego. Następnie w nocy 17 maja mężczyzna został przyjęty do szpitala, a w dniu 18 maja zmarł.

Sekcja z sufitu wzięta?

Z przebiegu sekcji zwłok powstały dwie różne opinie opisujące obrażenia zmarłego. W aktach sprawy przedstawiono jedno zdjęcie twarzy ofiary, na której widoczne jest obrażenie w okolicy skroni. Natomiast według zeznań głównego świadka – oskarżeni bili i kopali ofiarę po całym ciele. Wiarygodność świadka podważa także matka chłopców: – Jego zeznania nie są spójne, przy każdym przesłuchaniu zmienia je i dopasowuje do okoliczności, a w oczach sądu jest wciąż wiarygodny. Wskazuje również na braki w aktach sprawy, m.in. zeznań ofiary, czy dokumentacji medycznej z pobytu zmarłego mężczyzny w szpitalu. – Informacja z przebiegu leczenia jest niewygodna dla przebiegu śledztwa. Mogłaby ujawnić prawdę, kto wyrządził krzywdę poszkodowanemu – dodaje. Jak relacjonuje główny świadek, całe zdarzenie miało miejsce przy ulicy głównej w Lubatowie. Nikt inny nie słyszał ani nie widział, jak napastnicy kopali i bili ofiarę, a działo się to wieczorową porą, naprzeciw baru i w sąsiedztwie spożywczych sklepów.

A może zbrodnia w afekcie pod wpływem rodzinnej awantury?

Ofiara nadużywała alkoholu, co było powodem rodzinnych awantur. Siostra zmarłego zeznała, że brat był uzależniony od alkoholu i nawet sięgał po denaturat. Zdaniem Matki oraz wujka oskarżonych, ofiarę mogła spotkać krzywda ze strony rodziny. Twierdzą, że zmarły mieszkał w stajni i nie dbano o niego w należyty sposób, a w dodatku brat poszkodowanego, a zarazem oskarżyciel posiłkowy miał założoną niebieską kartę ze względu na stosowanie przemocy w rodzinie. – Podczas rozprawy ktoś poczuł alkohol od świadka, ale sędzia Beata Leśniak nie zezwoliła na badanie alkomatem – dodaje Siostra oskarżonych.

Informuje również, że jej wujek a zarazem najbliższy sąsiad zmarłego kilka miesięcy przed zdarzeniem interweniował w opiece społecznej w sprawie złego traktowania zmarłego. Złożył zeznania w tej sprawie i z tego powodu groził mu oskarżyciel posiłkowy. Bezsilnie chciał groźby zgłosić w 3 komendach podkarpackiej policji. Niestety nigdzie nie chciano przyjąć zgłoszenia. Dlatego też napisał pismo do ministra sprawiedliwości. W odpowiedzi poproszono go na komendę policji w Krośnie i dopiero wtedy spisano zeznania. Jednak ani prokurator ani sąd nie podjął tego wątku, by przyjrzeć się relacjom rodzinnym ofiary.

Rodzina obwinionych twierdzi, że są świadkowie, którzy widzieli przed dokonaniem pobicia zarówno oskarżyciela posiłkowego, jak i jego brata w miejscu zamieszkania, co mogłoby dać inne spojrzenie na całe śledztwo. Natomiast oskarżyciel posiłkowy podczas składania pierwszych zeznań poinformował, że do kraju wrócił 12 maja ale po roku zmienił zeznania twierdząc, że powrót miał miejsce dopiero 13 maja 2018 r. Dlaczego brat zmienia zeznania i ukrywa datę powrotu?

Sąd powinien dążyć do domniemania niewinności oskarżonych. Czy w tym przypadku jest to możliwe, skoro tak wiele spraw pozostaje niewyjaśnionych? Zmiana dat zdarzenia, trzykrotna zmiana sędziego, zmiana prokuratora i wciąż w oczach wymiaru sprawiedliwości wiarygodne a w nieskończoność zmieniające się zeznania świadka i oskarżyciela posiłkowego staną się powodem do skazania niewinnych ludzi? Jedyna i niezmienna w tej sprawie pozostaje nadzieja rodziny i samych oskarżonych, że nastanie sprawiedliwość i zostaną uniewinnieni. Oskarżeni już rok czekają na wyznaczenie terminu kolejnej rozprawy.

Pobicie, czyli posługując się terminologią kodeksową –to czyn kwalifikowany z art. 158 par. 1 kodeksu karnego podlega karze do 3 lat pozbawienia wolności.